Chcę napisać jakiś post, ale nie wiem o czym. Więc jeśli nie lubicie się nudzić, nie czytajcie go. Napiszę może o wczorajszym przyjęciu i Wiktorii. No więc, to było tak:
Wyszłam z tatą z domu o 15:45 i gdzieś 2 minuty później byłam już u Wiki. Pies Wiktorii, Saba zaczęła szczekać i skakać na mnie. Prawie mnie polizała. Zdjęłam kurtkę i zabrałam się za buty. Jednego ściągnęłam, ale z drugim miałam problem, bo Saba położyła mi się na nodze... Kiedy w końcu zdjęłam buty, poszłam do pokoju Wiktorii.
- Wszyscy się spóźniają, jedynie Klaudia kulturalna przyszła - powiedziała siostra Wiktorii, Patrycja.
Usiadłam na kanapie. Wiki patrzyła przez okno, czy inni nie idą. Ja natomiast patrzyłam na klatkę chomików.
Chwilę potem przyszli kuzyni Wiktorii - Bartek i Patryk. Jednak nadal czekaliśmy na Radka. Ciocia i wujek Wiki oraz jej kuzyni oglądali chomiki.
- Bartek, chcesz chomika? - zapytała ciocia Wiki.
[...] (dalszych dialogów nie pamiętam)
- Za ile je sprzedajecie? - zapytał wujek Wiki.
- Oddajemy za darmo - odpowiedziała Patrycja.
- Ale trzeba coś dać, żeby chomik długo żył - powiedział wujek Wiki. Pamiętam, że później Wiki dostała od cioci 5 złotych.
- Mam już 115 złotych! - powiedziała Wiki. - Jestem bogata!
Zaraz po tym jedliśmy tort. Mi nie smakował za bardzo. Jedyne co było w nim dobre to kawałek truskawki.
Ojej, zapomniałam o scenie, w której wzięłam chomika na ręce! Oto ona:
[Kiedy wszyscy już potrzymali chomiczka, nadeszła moja kolej. Kiedy trzymałam to zwierzątko, czułam się dziwnie. Chomik wytwarzał jakieś dziwne wibracje. Najwyraźniej się trząsł. Chwilę potem przyszedł Radek. Dałam mu chomika do potrzymania. Wtedy Radek zaczął opowiadać o swoich chomikach - Franku i Borysie.]
Dobra, teraz następna scena, po zjedzeniu tortu.
Po zjedzeniu tortu odbijaliśmy sobie balon. Szybko się zmęczyliśmy, bo było gorąco. Wtedy Wiki otworzyła prezenty. Ode mnie dostała bransoletkę i książkę. Od Radka też dostała bransoletkę. Jednak włożyła moją :-). Od reszty dostała głownie słodycze i pieniądze. Stąd uzbierało jej się aż 115 zł.
Potem bawiliśmy się z chomikami. Najpierw wzięliśmy mamę chomiczków. Miała na imię Bajka. Bajka była biała z szarą pręgą sięgającą od ogona do pyszczka. Usiedliśmy na łóżku Wiki i wypuściliśmy Bajkę na kołdrę. Biegała w kółko. Raz do mnie, raz do Radka a raz do Wiki. Potem odłożyliśmy Bajkę i wzięliśmy jej męża Hazę (nie wiem jak się pisze). Chomik było dużo ciemniejszy niż Bajka. Haza był strasznie szybki. Biegał po kołdrze szybko jak błyskawica. Raz wszedł na Wiki i prawie wszedł jej pod bluzkę :-D. Na koniec wzięliśmy małego chomiczka, jednak Patrycja szybko nam go zabrała i powiedziała, że zamęczymy te chomiki.
Potem zagraliśmy w taką grę planszową. Potem wszyscy grali balonem. Ja nie chciałam, bo wtedy kichałam... To znaczy nie tak ciągle, ale... Nie wiem czy nie mam alergii na chomiki :'-(. Nie wiem czemu. Na psy i koty nie mam alergii. Dlaczego akurat na chomiczki? Chociaż to tylko podejrzenia, bo w domu też tak kichałam, ale w domu przecież nie ma chomika, a nie przyniosłam do domu żadnej sierści. Jednak wrócę do historii. Na koniec przyjęcia przyszłą po mnie mama i poszliśmy do domu. Radek zabrał się z nami, bo już dawno musiał być w domu.
Przyjęcie mi się podobało, tylko martwię się, że mam alergię :-(.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz