Przed pierwszą lekcją
Dziś musiałam iść do szkoły na nogach, bo i tata i mama byli w pracy, a babcia nie ma prawa jazdy, a co dopiero mój 6 letni brat. Więc szłam do szkoły po lodzie. I to dosłownie! Wszystko było oblodzone! Chodniki, ulice, nawet auta! W pewnej chwili chyba bym się wywaliła, gdyby nie śnieg. To było okropne! I zawsze takie rzeczy muszą się dziać akurat kiedy idę na nogach, a nie jadę samochodem. Przynajmniej tata odbierze mnie po szkole.
Dochodząc do szkoły zauważyłam, że lodu już nie ma. Musiałam ominąć ciężarówkę i koparkę i dopiero mogłam dojść do szkoły. Wreszcie! Poszłam do szatni. Oczywiście Gracjan musiał mi zatarasować drogę.
- Nie ma przejścia! Teren prywatny! - powiedział.
- Przepuść Klaudię - powiedział Patryk. W końcu mogłam przejść. Poszłam do szatni i zawiesiłam kurtkę. Wracając, Gracjan znowu zatarasował mi drogę. Kiedy w końcu udało mi się przejść, zawołał:
- Naruszono teren prywatny!
Poszłam pod klasę i czekałam patrząc w drzwi, czy ktoś idzie. Głównie czekałam na jakąś dziewczynę z mojej klasy. W końcu przyszła Andzia (Andżelika). I nie uwierzycie co znalazła! Mały przeźroczysty kamyczek, ale co to jest, to dowiecie się później.
Poszłam z Andżeliką do szatni, żeby zaniosła kurtkę, a potem wróciłyśmy pod klasę. Przyszła pani dyrektor i mówiła, żebyśmy szli na świetlicę. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Była 11:11. Za 4 minuty będzie dzwonek. Więc to bez sensu iść na 4 minuty na świetlicę. Dlatego nie poszliśmy. Czekaliśmy do dzwonka. Nie trwało to długo. W końcu był i dzwonek na lekcję.
Polski
Lekcja 97
Temat: Wysyłamy pocztówkę.
Polski, moja ulubiona lekcja. Pani Iza kazała nam przynieść pocztówki. Wzięłam taką pocztówkę z kotkiem i pieskiem. Pani powiedziała, że ma podobnego kotka, jak na tej pocztówce. Mieliśmy napisać pozdrowienia dla kogoś. Andżelika i ja postanowiłyśmy, że napiszemy do siebie. Ja większość wymyśliłam. Tylko adresy i inne informacje były prawdziwe.
Polski zawsze trwa krótko. I to jest niesprawiedliwe! Ani się obejrzeliśmy, a już był dzwonek.
Dwudziestominutowa przerwa
Poszliśmy po kurtki do szatni, a potem przez podwórko na WF. Weszliśmy do wielkiej sali gimnastycznej, ściągnęliśmy buty i chłopcy weszli do swojej szatni, a dziewczyny musiały przebiec przez całą salę do swojej szatni. Klasa 4b już tam była i się przebierała. Ja i Andżelika szybko się przebrałyśmy i poszłyśmy do toalety. To była dość dziwna toaleta. Była strasznie wysoka! Ledwo na niej siedziałam. Ale zmieńmy temat, ok?
WF
Jak ja nie lubię WF-u! To moja najmniej lubiana lekcja (zaraz po angielskim). Znowu (i jak zwykle) mieliśmy grać w siatkę. Jak ja tego nie lubię! Od października cały czas siatka, siatka i jeszcze raz siatka! Ale przejdźmy do lekcji. Zrobiliśmy rozgrzewkę i pani Lidia wyznaczyła Andżelikę i Patryka na kapitanów drużyn. Andżela wybierała pierwsza.
- Maks.
Potem Patryk.
- Oskar.
Potem Andzia.
- Klaudia.
I tak dalej.
- Bartek.
- Martin.
- Agnieszka...
Nasza drużyna składała się z Maksa, Andżeliki, mnie i Martina, a drużyna przeciwna z: Patryka, Oskara, Bartka i Agnieszki. Zaczęliśmy grę. Piłka latała to tu, to tam. Nie będę tego opisywać, bo to dość nudne i wszystkiego nie pamiętam.
Po WF-ie poszliśmy do szatni i się przebraliśmy, a potem na następną lekcję.
Matematyka
Lekcja 71
Temat: Mierzenie odcinków.
O tak! Matma! Uwielbiam to. Te wszystkie liczby, działania - PO PROSTU EXTRA! Kocham matematykę. Jednak dziś, to nie była taka matematyka co kiedyś, w każdym razie, w zeszłym miesiącu. Nie było działań, ale figury geometryczne. To było zupełnie co innego. Całą lekcję mierzyliśmy odcinki. To było nawet fajne, muszę przyznać. Naprawdę.
Muzyka
Na muzyce było małe zamieszanie. Najpierw staliśmy pod salą nr. 20 czekając na panią. Jednak było z 5 minut po dzwonku, a pani nie było.
- Andzia, do sekretariatu! - zawołał Gracjan. Zeszliśmy na dół i Andżelika poszła do sekretariatu. Ja podeszłam do kartki, na której były zapisane zastępstwa. Było napisane, że mamy z panem Pawłem N.
- Mamy z panem N. (nie będę używać pełnego nazwiska, nie mam do tego uprawnień). - powiedziałam. Andżelika znowu poszła do sekretariatu zapytać się gdzie jest pan N. Poszliśmy pod salę nr. 21. Pan N. tam był. Powiedział, żebyśmy zaczekali, bo poszedł po dziennik i klucz do sali 20. Za chwilkę wrócił i poszliśmy pod klasę. Na lekcji mieliśmy narysować jakiś instrument. Najpierw próbowałam narysować gitarę, ale potem narysowałam małego pieska. Reszta klasy przez całą lekcję grała na gitarach, i muszę powiedzieć, że niektórzy mają talent.
Przyroda
No i nadeszło. Jedna z najgorszych i najdłuższych lekcji. Na początku roku, wydawało mi się, że przyroda będzie ciekawa, ale cóż. Myliłam się. Jednak na tej lekcji dowiedzieliśmy się dużo o tęczy i kolorach, więc było to dość ciekawe. I oczywiście w końcu dowiedzieliśmy się, czym jest ten kamień, który znalazła Andżelika.
- To cenny kamień - powiedział pan Adam. - Znalazłaś minerał.
To było bardzo ekscytujące i ciekawe.
- Andzia, sprzedaj mi go - zażartowałam.
- A ile dasz? - zapytała Andżelika.
- 1000.
- Ok.
Ale oczywiście mi go nie dała. To były żarty.
Koniec lekcji
Ulubiony moment każdego ucznia - KONIEC LEKCJI! Pobiegliśmy do szatni po kurtki i w końcu wyszliśmy ze szkoły. Wsiadłam do auta taty i w końcu pojechałam do domu. Później miałam do zrobienia trochę lekcji, ale to nic. A zaraz po lekcjach siadłam do komputera i zaczęłam pisać ten szkolny dziennik.