Rozdział 4
Na boisku wszyscy się trzęśli. Najwyżej każdemu zwierzaki powiedziały to co mnie. Przyszła nawet Oliwia i kiedy się dowiedziała, aż usiadła na ławce.
- I co? Myślicie, że to prawda? - zapytała Amela.
- Uwierzę Harry' emu we wszystko - odpowiedziałam.
- Wiecie, może na wszelki wypadek weźmiemy jakiegoś dużego zwierzaka do obrony - zaproponował Radek.
- Radek, ale z ciebie strachajło! - krzyknęła Olka, choć było widać, że ona też trzęsie się jak galareta.
- Duży zwierzak i tak nic nam nie da! No bo duch i tak przez niego przeleci!
- Wiki ma rację. Ale jeśli spotkamy wilkołaki to takie zwierze morze się przydać - powiedziałam. - Wezmę Delgada.
- No to idziemy? - zapytała Oliwia.
- Tak, ale gdzie najpierw? - spytała Pati.
- Chodźmy pod dziewiątkę - powiedziałam. Ruszyliśmy w drogę trzymając kciuki, żeby nic nas nie zaatakowało. Delgado, Harry, Hugo, Zuzia i Kropka dreptali obok nas. Zuzia była szczęśliwa pierwszy raz, że otaczają ją psy.
Podeszliśmy do pierwszych lepszych drzwi w dziewiątce. Otworzyła nam pewna pani z maską wilkołaka. Aż podskoczyliśmy.
- Przepraszam dzieci, nie chciałam was wystraszyć. - powiedziała i dała nam po garści cukierków. Kiedy poszliśmy dalej Wiki powiedziała:
- Myślałam, że dostanę zawału jak zobaczyłam tą maskę.
- Ja też - powiedziałam.
Kiedy szliśmy w kierunku siódemki, usłyszeliśmy przerażające wycie.
- A too coo? - zapytałam nie chcąc usłyszeć odpowiedzi.
- WILKOŁAKI!!!! - krzyknęliśmy i zaczęliśmy biec prostu przed siebie. Nagle poczuliśmy się tak, jakbyśmy byli na śniegu w krótkich rękawkach. Serca podskoczyły nam ze strachu. Najwyżej 20 metrów przed nami unosił się najprawdziwszy w świecie duch! Zaczęliśmy się cofać, ale duch odwrócił swoją jakby błękitną twarz i na nas spojrzał. Chwilę potem już szybował w naszym kierunku.
- W NOGI!!! - wrzasnęłam i nogi same nas poniosły w krzaki. Widzieliśmy jak duch przelatuje przed nami.
- Może to tylko ktoś przebrany - szepnęła Wiki.
- Zwariowałaś?! - wyszeptałam. - Czy ktoś umiałby latać?!
- Racja...
Duch odleciał, a my zaczęliśmy biec w stronę ósemki. Wbiegliśmy po schodach na górę, wzięliśmy cukierki od rodziców Patrycji i zeszliśmy powoli po schodach. Gdy tylko wystawiliśmy nogi za bramę znów rozległo się wycie. Popędziliśmy przez trawę do naszej tajnej bazy. Tam zobaczyliśmy księżyc w pełni i od razu przypomniały się nam legendy o wilkołakach.
- Legendy głoszą... - zaczęłam.
- ... Że wilkołaki... - mówiła Ola.
- ... Gdy będzie pełnia...
- ... Wyjdą z kryjówek... - powiedziała Oliwia.
- ... A w Halloween ...
- ... Stoją tuż za tobą. - zakończyła Wiki. Nikt nie miał odwagi się odwrócić.
- Olla, możee tyyy... Jeesteśśś naaajstarrszaa - wyjąkałam. Ola przełknęła ślinę i z zamkniętymi oczami odwróciła głowę. Otworzyła jedno oko, ale na szczęście nikogo za nami nie było.
- Uff, nic tu nie ma.
Kiedy my obróciliśmy głowy...
- Ola! Noś okulary!!
Ola znowu się obróciła i tym razem z lasu było widać cztery pary żółtych oczu.
- Klaudia, nasza piosenka się sprawdza, one mają żółte ślepia...
- Wiem Wiki...
Wilki spojrzały na księżyc a potem na nas. Pierwszy wyłonił się zza drzew. Był to pół człowiek i pół wilk. Stał na tylnych łapach jak człowiek i poruszył szpiczastymi uszami jak wilk. Oblizał się.
- Del, ratuj nas! - krzyknęła Pati do Delgada. Pies, trzęsąc się podszedł bliżej do wilka.
- Panie wilkołaku, czy mógł by naas pan zostawić? - zapytał grzecznie. Wilkołak się roześmiał.
- Oczywiście, że nie! Jesteśmy głodni! - powiedział, wskazując na resztę wilków, które wyłonił się zza drzew.
- Ale tato, oni nic nam nie zrobili i w nas wierzą! - powiedział najmniejszy wilk.
- Lettie (Letti), nie bądź głupia! Nie jesteś głodna?
- Jestem, ale moglibyśmy zapolować choć raz na coś normalnego?
- Lettie, w naszym słowniku pod słowem normalny jest człowiek!
- Oj, tato! Zlituj się! Oni...
- Zaczynamy ucztę!!!
O nie! Zaraz staniemy się przysmakiem wilków!!!!
Fantazja23
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz